Mam takie przemyślenie…
Mam takie przemyślenie odnośnie #samochody…
Otóż prędkość maksymalna jest chuja warta, liczy się przyśpieszenie i prowadzenie w zakrętach.
Co z tego, że auto ma V-max 300+… gdzie tym pojedziesz? Niemieckie Golfy i inne Audi RS3 i tak mają ogranicznik na 250-280 i wystarczy to nie tylko na drogę ale i na większość torów dostępnych dla śmiertelników.
W Polsce jazda 200+ jest niebezpieczna. Autostrady pełne są żółwi, wyprzedzań tirów. Bardzo często trzeba przy takiej prędkości hamować. Można wyjechać sobie do DE na odcinki bez limitu ale pojedziesz raz, drugi … prędkością człowiek się szybko cieszy. Ale w większości przypadków jazda 200+ a nawet i 180+ jest już nierozsądna i niebezpieczna. Wydarzyć może się wiele – debil, który nie spojrzy w lusterko, zwierze które znajdzie się z dupy alladyna i milion innych wypadków.
Tak na prawdę polatać jest sens po jakiś krętych drogach gdzie lata się na biegach 2-3-4 i na torach. Torów jest jak na lekarstwo ale chcą. A jak ktoś ma hajs to raczej stać go by pojechać na Nurburgring. Zresztą nawet tam zwykle nie idzie się pełnym ogniem bo a) tor trudny b) duży ruch – no ale jest swobodniej.
A na zwykłej drodze? 50+ to zajebią prawko a teraz tymi siwymi betami potrafią wziąć się z dupy, więc jak człowiek nocą nawet leci, to od razu dusza na ramieniu, czy nie wyskoczy mi BMW. Jak nie BMW to kot. Byłoby mi smutno przejechać kota. Jak nie BMW ani Kot to człowiek, który nie pomyśli albo inne auto.
Ostatecznie człowiek dochodzi do wniosku, że spokój i poczucie bezpieczeństwa są ważniejsze od emocji, które i tak szybko z pozytywnych robią się negatywne – prędkość przestaje cieszyć a pojawia się niepewność i brak zaufania, że skończy się to dobrze.
Co bardziej cieszy? Wspomniane przyśpieszenie, idealne prowadzenie, dźwięk silnika i wydechu no i sam wygląd…
Takie mam przemyślenia 9 lat po zdaniu PJ i objeżdżeniu diesiątek aut w różnych warunkach.
#motoryzacja #oswiadczenie